THE EMPRESS OF LIFE- Siberia survivor Genowefa Sokół  | Polish version

THE EMPRESS OF LIFE- Siberia survivor Genowefa Sokół | Polish version

Wywiad z Panią Genowefą Sokół przeprowadziłam ósmego września bieżącego roku w jej barwnym, pełnym kwiatów mieszkaniu w Rybniku.

Pani Genowefa jest osobą nadzwyczaj pogodną, towarzyską i troskliwą. Bez przerwy pytała mnie czy nie jest mi za zimno lub czy nie jestem głodna. Pokazała mi swój przepiękny ogródek, który pielęgnuje każdego dnia i za który zdobywała nagrody. Pani Genowefa opowiadała przepięknie, ma do tego wielki talent toteż wywiad postarałam się zachować w oryginalnej formie, bez poprawek.

Ze spotkania wyniosłam worek wspomnień oraz prezentów: swojskie pomidorki, zdjęcia i ręcznie szydełkowane Aniołki.

Jestem szczęśliwa, ze stałam się częścią rodziny Pani Genowefy ( z nieśmiałością nazywam ja moja Babcią, ponieważ jest Babcią mojego męża Łukasza ) oraz, że mogę podzielić się z Wami jej niezwykłą historią.

 

Wywiad ten dedykuję dzieciom i wnukom Pani Genowefy, a w szczególności jej najstarszej córce Bogusi, która właśnie dziś obchodzi urodziny.

W 1940 roku, po inwazji Rosji na Polskę Stalin zarządził deportację 1,7 miliona Polaków do obozów i niewolniczej pracy na Syberię i do Kazachstanu. Przeżyła zaledwie jedna trzecia. Pani Genowefa Sokół (z domu Prokopowicz) wraz z rodziną jest jedną z nich.

  • Proszę opowiedzieć trochę o Pani korzeniach i Swojej rodzinie:

Nazywam się Genowefa Sokół z domu Prokopowicz. Urodziłam się 16.08.1939r. w pięknej miejscowości Gołogóry, powiat Złoczów, województwo Tarnopol. Moja Mama miała na imię Katarzyna z domu Saj a jej Mama miała na imię Marcela z domu Bogacz. Mama urodziła się 25.08.1907r. w Gołogórach. Ojciec Piotr urodził się 30.06.1889r także w Gołogórach. Jak miał osiemnaście lat to już był na Pierwszej Wojnie Światowej, wrócił jako inwalida z przestrzeloną prawą ręką toteż od tej pory zawsze robił wszystko lewą. Ojciec był wdowcem i miał pięcioro dzieci (Stefa, Hela, Władek, Maria i Kazia), był kupcem i posiadał również gospodarstwo rolne oraz hurtownię tytoniu w Gołogórach. Miał również sklep z tytoniem w którym sprzedawała siostra Hela.

  • Gdzie znajdują się Gołogóry ?

Obecnie Gologory naleza do Ukrainy. 

Gołogóry należały do rodziny Gologorskich, następnie Potockich, Sieniawskich i Starzyńskich) i nawet były miastem Powiatowym, teraz to raczej wieś. Pasmo górzyste Gołogóry rozciąga się od strony Lwowa w kierunku wschodnim Pozloczow, linią kolejową do Tarnopola. Biegnącą dolina rzeki Złoczowki. Ku północy opadają Gołogóry ostrą krawędzią odcinając się wyraźnie od nizinnego terenu. Pasmo Gologorskie jest przeważnie zalesione , gdzieniegdzie skaliste. W innych miejscowościach opada łagodnymi, trawiastymi stokami w dol.

  • Jak poznali się rodzice?

Ojciec był wdowcem a Mama była starszą panną. Ojciec był dziewiętnaście lat od Mamy starszy a jego córka Stefa przyjaźniła się z moja Mama. To dzięki tej przyjaźni moi rodzice się zapoznali.

Jak pierwsza zona Taty zmarła to Tata strasznie za Mamą się uganiał i Mama uciekała nawet do Lwowa, bo okropnie go nie chciała: raz, ze ona była biedna a on bardzo bogaty a dwa, nie chciała bo za stary, za wielka różnica wieku. Ale stało się jak się stało, ze w końcu się zgodziła. Miała trzydzieści dwa lata jak wyszła za mąż. Rodzice zostali na gospodarce. Mama miała dziewczynę do pomocy o imieniu Hania, którą traktowała jak swoje własne dziecko. Natomiast jak ja się urodziłam byłam bardzo rozpieszczana przez moje siostry przyrodnie i wszystkich wokoło.

Mój przyrodni brat Władek kończył studia kolejowe we Lwowie, za które płacił Ojciec i które kosztowały fortunę. Nawiązuję do tego ponieważ tam Władek zapoznał się z Księdzem Kamińskim, który kończył wówczas seminaria i który został wikarym w Gołogórach a następnie, niejednokrotnie przesyłał nam paczki na Syberię. Ksiądz Kamiński również aktywnie pomagał innym rodzinom, był wspaniałym człowiekiem i wielu zawdzięcza jemu życie.

  • Zesłanie:

10.04. 1940 roku tata pojechał do Lwowa do głównej hurtowni zamówić towar i po powrocie, wieczorem zobaczyl jak Ukrainiec idzie z pustym wiadrem przez nasze podwórze i Tato się zastanowił co on tutaj robi, bo oni nie żyli bliżej z tym sąsiadem. Ukrainiec nie patrząc na Tatę powiedział: „Prokopowicz uciekaj, bo tej nocy będziesz brany” i odszedł. Tato nic Mamie nie powiedział o tym incydencie bo pomyślał, ze nic nikomu nie zrobił i pieniądze wywiózł do Lwowa to dlaczego i za co mieliby go zabrać?! O drugiej w nocy jak zaczęli kolbami walić do drzwi to Tato powiedział do mamy: „szybko weź dziecko, bo po mnie przyszli. Ty się nie boj, Ty jesteś w ciąży (Mama była w piątym miesiącu ciąży), masz małe dziecko (ośmiomiesięczne), połóż dziecko na moje łóżko i powiedz, ze ja ze Lwowa nie wróciłem ”. Chodź, zamknij za mną okno, zejdź po malutku i zapytaj o co chodzi.” Tak tez zrobiła i Rosjanie zapytali gdzie ”haziaj” a w tym czasie tata zeskoczył z pierwszego pietra na szopkę i przez sad uciekł im do Lwowa. Ktoś go zdaje się go podwiózł, bo do Lwowa było ok 70 km.

Rosjanie zapytali mamę gdzie jest ojciec, kiedy mu odpowiedziała , ze z Lwowa nie wrócił, zapytali jej czemu „breha” – czemu kłamie, bo oni dobrze wiedzą ze wrócił. Na to mama: „to skoro wiecie, ze wrócił to rozejrzyjcie się , przecież go tu nie ma. Może gdzieś poszedł, ja nie wiem ale do domu nie przyszedł.” Oni poszli po pokojach, a w jednym spały dwie najmłodsze siostry, które strasznie się wystraszyły. Jeszcze udali sie do stajni ale nikogo nie znaleźli. Po zaistniałej sytuacji Mama zarządziła pieczenie chleba, pomimo, ze mieli już kilka w zapasie, bo miała przeczucie, ze będą potrzebne. W miedzy czasie moje przyrodnie siostry tez uciekły do Lwowa wiec mama zarządziła, ze trzeba im prowiantu przygotować. Pozbierali wiec jajka, masło, ser, chleb aby dostarczyć dla zbiegłej rodziny.

Z 12/13.04.1940r. zostaliśmy skazani na Sybir. Rosjanie przyszli po ciężarną Mamę i mnie o drugiej nad ranem. Na szczęście byli dosyć łaskawi ponieważ pozwolili mamie zabrać kilka niezbędnych rzeczy, mówiąc jej : „bierz co możesz bo jedziesz bardzo daleko”. Mama wzięła wiec obrus, wrzuciła tam te upieczone chleby, masło, mąkę , kilka sztuk złota (potem zamieniała je za bochenek chleba). Mnie zawinęła do pierzyny, która w tych mrozach uratowała mi życie.

Przez cały czas Mama powtarzała, ze zawsze miała „szczęście w nieszczęściu” i to był na to jeden z dowodów.

Jechaliśmy w wagonie dla bydła przez sześć tygodni. Nieraz pociąg stal na bocznicy przez dwa, trzy dni. Rankiem te wagony otwierali i dawali wiadro gorącej wody (nazywali to Kipiątek). Czasem również rzucili wiadro surowych śledzi na podłogę jak za przeproszeniem, świniom. Ludzie na początku dzielili sie tym co mogli ale to nie wystarczyło niestety to na długo.

Pewnego szarawego poranka, tak około szóstej, Mama się patrzy a tu moje dwie przyrodnie siostry w cienkich sukieneczkach prowadza do naszego wagonu. Ktoś doniósł, ze ukrywały się we Lwowie). Mama przejęła się bardzo tym faktem, bo przecież sama jechała na stracenie a tu jeszcze te dwie nastoletnie siostry, które trzęsły się jak osiki z zimna, tuląc się do pierzyny w która ja byłam zawinięta.

Nieraz nie otwierali pociągu przez trzy dni wówczas ludzie załatwiali swoje potrzeby przez otwór w podłodze. Początkowo się krępowali i okrywali kocami ale potem już w ogóle nikt nikogo się nie wstydził.

Ludzie umierali z zimna, rozpaczy a ciała wyrzucali po drodze. Te ciała rozszarpywały potem wilki, które podążały za pociągiem.

  • Sybir:

Ci silniejsi, którzy dojechali do Almaty zostali wypuszczeni „wolno” w środku pola.  Niektórzy ludzie zatrzymali się u Kazachow, a niektórych wręcz im wpychano na sile mówiąc miejscowym „ze my na polepszenie przyszliśmy”.

W końcu narodziła się moja siostra Danka. Przy połogu pomogły Mamie Rosjanki, stad tez do końca życia moja Mama nigdy nie dala sobie nic złego powiedzieć na temat Rosjan. Siostra rozwijała się powoli i miała dopiero cztery lata kiedy zaczęła chodzić. Wcześniej pełzała z niedożywienia.

Mama szukała pracy aby mieć cokolwiek do jedzenia ale nie przyjmowali kobiet z dziećmi…Ja już byłam na tyle duża, ze nieraz poszłam do Kazachow i wyprosiłam kromkę chleba czy trochę mleka ale moja siostra Danka była notorycznie bardziej niedożywiona niż ja. Mama postanowiła spróbować, bo i tak nie miała już nic do stracenia. Już nie jadła trzy dni. Każdej kobiecie zadawali pytanie czy ma dzieci, natomiast kiedy moja Mama podeszła jej nie zapytali i dlatego dostała prace. Wczesnym rankiem, już o czwartej, zrywała się aby cały dzień pracować na kolei w stepach. Budowali frakcję kolejową, wiec Mama nosiła podkłady, kamienie, szyny… duże ciężary i fizyczna praca ale pomimo wszystko była szczęśliwa, bo miała kawałek chleba, słoninki czy cukru. Mogła nakarmić siebie i nas.

Myśmy w tym czasie były same w domu. Czasem sąsiadka zajrzała aby upewnić się co z nami. Pewnego dnia do sąsiadki przyszedł przedstawiciel z pracy i kazał przekazać, ze Katarzyna Prokopowicz nie ma iść do pracy. Jak Mama się o tym dowiedziała po jej policzkach popłynęły łzy. Nazajutrz ten mężczyzna znowu nawiedził, tym razem Mamę i mówi:

-„słuchaj, kto Cię do pracy przyjął i czemu nie powiedziałaś, ze masz dzieci”?- mówi podniesionym tonem;

- „Ci co przyjmowali do pracy,  a o dzieci nikt mnie nie pytał”- odpowiada Mama;

- „a dzieci komu zostawiasz cały dzień”?

- „no same są, nieraz sąsiadka za nimi popatrzy ”;

- „tak? Co ty myślisz, cały dzień dzieci zostawiasz? Od jutra już nie idziesz do żadnej pracy, od jutra pilnujesz tej szopy- o tam” - pokazał jej przez okno.

- „jaka szopę, tam żadnej szopy nie ma, tylko jakieś dechy?”- zastanowila sie glosno Mama;

- „a kto się Ciebie pytał czy to jest szopa? Jak ja mowie szopa to szopa i będziesz dostawać dziennie przydział, jak dostawałaś w pracy”! - Odpowiedzial.

To już Mama była szczęśliwa. Trwało to jakiś czas.

Moje przyrodnie siostry nieraz wyzywaly się z głodu, mówiły do siebie „ty czarna małpo, idź szukać czegos do jedzenia, bo pomrzemy z głodu”…młodsza sama nie szła. Mama postanowiła aby udaly sie do kołchozu i zaczęły działać na własną rękę, bo nie była w stanie wykarmić czwórki dzieci i siebie. One były młode i była szansa aby cos znalazły.  Wiec poszły i jakoś sobie poradziły. Starsza siostra nigdy nic nie chciała mówić o Syberii toteż nie wiem co w zasadzie tam robiły.  Wiem tylko tyle, ze jedna z sióstr wróciła z Astmą.

  • Jak się ubierali ?

Czasem ludzie dostawali tzw. walonki, kufajki lub owijali się szmatami,. Ale kto pierwszy ten lepszy, nie każdy miał to szczęście. Mamie raz udało się dostać kufajkę.

Na Syberii temperatura dochodziła do -40C i szalejące Burany odbierały życie wielu Sybirakom. To było straszne. Sam wiatr ze śniegiem mógł Ciebie zwalić z nóg. Nasza sąsiadka wyszła wcześnie rano za pracą i już nie wróciła, bo wszystko zasypało i nie dała rady odnaleźć domu. Ciało odnaleźli dopiero na wiosnę podczas roztopów.

  • Głód:

Mama chodziła również „po prośbie” od domu do domu po żywność a raczej jakieś resztki. Czasem dostała trochę mleka czy mąki. Sybiracy budowali takie piecyki wiec latem chodzili tam gdzie pasły się krowy, zbierali krowie odchody i suszyli aby mieć na opal. Z tej maki przysądzali potem placuszki.

Mama poszła raz do jednej kobiety a ona ja zwyzywała:

- „wy Polaczki, wy tu przyjechali na polepszenie, my sami nie mamy co jeść a wy tutaj łazicie.” – krzyczała.

Nagle wyskoczyła jej córka, która spała przy glinianym piecu. Mama myślała, ze ta córka ja pobije a ona stanęła w mojej Mamy obronie mówiąc:

-„Matko moja, wy się Boga nie boicie , wy macie cala komorę z jedzeniem, słoniną soloną (którą notabene, jeszcze robiliśmy przez długi czas po powrocie do Polski) i nie chcecie się podzielić?”- krzyczała.

Córka szepnęła do mojej Mamy: „ty się nie boj, ja ci dziennie cos przyniosę. Nie będzie tego dużo aby się moja Matka nie spostrzegła ale obiecuje ci, ze choć jakieś jajko, szklankę mleka czy kawałek słoniki dostaniesz. Może nawet kiełbaski będziesz miała.” I tak tez zrobiła, kochana dziewczyna.

Jak byłam już starsza to pamiętam jak Mama wiązała kawałek płótna i dawała nam do tego cukru abyśmy mogły ten cukier ssać aby nie czuć głodu. Mama robiła tez chlebowe kuleczki, które ciężko było od razu połknąć toteż gryzło się je długo w ten sposób oszukując głód. Mama miała tez pasek skórzany, to obcinała po kawałku żeby go ssać. Cały ten pasek został przez nas zjedzony.

Na wiosnę matki podawały dzieciom robaki, jaszczurki czy żaby. Pamiętam jak raz przybiegłam w szoku do mamy mówiąc: - "dowiedziałam sie, ze Matki dzieciom dają surowe jaszczurki do zjedzenia", na to Mama zaczyna się śmiać odpowiadajac: „ a ty myślisz, ze ty nie jadłaś?”. Również wszelkie korzenie, liście, cebule i kwiaty (zwłaszcza Tulipany) były dla nas pożywieniem.

Ja po dziś dzień kupuje nadwyżkę chleba aby nie zabrakło. Podobno każdy Sybirak tak ma. Moja mama na starość chowała po katach nawet skorki od chleba.

  • Tata

W miedzy czasie Tata ukrywał się przez półtora miesiąca we Lwowie i kiedy stal za chlebem w kolejce złapali go i wywieźli do więzienia na półtora roku (skazując oczywiście za nic, jak większość). Po tym półtora roku odsiadki wezwali Tatę i oznajmili, ze przenoszą go do więzienia o zaostrzonym rygorze. W miedzy czasie dochodziły już listy i paczki od księdza (rzadko ale Mama każdą paczkę zazwyczaj dostawała w momencie kiedy najbardziej jej potrzebowała). Dzięki temu Tata wiedział, ze żyjemy dlatego tez powiedział:

-  „ no, to jak ja mam do takiego więzienia iść to ja wole na Sybir jechać!”

– „to dawaj! Pierwszy, który dobrowolnie chce jechać na Sybir”.

Mama zawsze miała przeczucie, ze Tata przyjedzie i ze on jej nie zostawi, bo tak bardzo ja kochał tak jak i nas. Co transport z Polski jechał, to mama wybiegała parę kilometrów sprawdzić czy Tata do niej przybył. I pewnego razu patrzy się, a Tata idzie „z jego siwą głową” (Tata już osiwiał na Pierwszej Wojnie Światowej, Mama za to bardzo długo miała blond włosy, a jak wychodziła za mąż to miała warkocze za pas!). Tak bardzo sie cieszyla!

Jak był z nami Tato to już było łatwiej, był pracowity, zaradny i wiele rzeczy potrafił zrobić sam.

Z wyuczonego zawodu był szewcem toteż na Syberii ludzie przynosili mu gotowe szablony żeby je zszywać i robić z nich buty czy tez reperować. Raz wpadł na taki  pomysł, ze zrobi dwa lewe buty i raz dwa prawe aby klienci byli wściekli. Wówczas krzyczeli:

- „co Ty robisz ? – pytali;

-  "takie mi daliście formy to tak zrobiłem, kto wam takie formy zrobił? Dajcie mi skore w jednym kawałku to ja wytnę wam formy i zrobię prawidłowo, wtedy na pewno będzie dobrze”- on na to.

I już Tata miał skrawki skory z której uszył nam buty. Raz ukradł gdzieś worek mąki, za co mogła go spotkać kara śmierci poprzez rozstrzelanie ale on tak nas kochał, ze ryzykował własne życie dla swojej rodziny. Mąką i tak się podzieliliśmy z sąsiadami, bo pomimo głodu każdy Sybirak był bardzo solidarny. Jak zamarzła krowa w polu to była komitywa wśród ludzi. Chłopy ciągnęły krowę nocą w ustronne miejsce aby się nią podzielić, natomiast kobiety szły za nimi i zamiatały ślady szmatami. Było to oczywiście bardzo niebezpieczne i zakazane. Potem to mięso owędzali przez co mieli mięso na dłużej.

 

Od lewej: Pani Genowefa, jej mama Katarzyna, ojciec Piotr, brat Stanislaw wraz z siostra Danuta. Wszyscy maja buty wykonane przez Piotra Prokopowicza.

 
  • Edukacja

W wieku pięciu lat poszłam do szkoły. Była tam Polska nauczycielka , która w baraku nauczała dziesięcioro dzieci. Mówili mi, ze ładnie pisałam.

Mama za te pierzyny o których wcześniej wspominałam, kupiła lepiankę przy której w zimie rodzice wydrążyli tunel w śniegu do głównej drogi, a ja niesiona na barana do szkoły zgarniałam ten śnieg rekami i jadłam. Po dziś dzień pamiętam ten tunel jak zamknę oczy.

  • Powrót do Polski

Na Syberii spędziliśmy sześć trudnych lat, powrót rozpoczął się  10.02.1946 roku. Jak wracaliśmy do Polski to była nieopisana uciecha i radość. Nawet nie czuło się tak głodu tak wszyscy byliśmy podekscytowani. Powrót nie trwał już sześć tygodni tylko dwa, już nie było postojów. Ludzie modlili się i śpiewali. Najpierw dotarliśmy do Gliwic a następnie do Rębiszowa, gdzie potem przez lata mieszkaliśmy. Obecnie mieszkam w Rybniku.

Pierscionek mojej Mamy- Katarzyny Propokowicz.

Mama miała 90 lat jak zmarła. Cale życie nigdy nie chorowała,  raz jedynie miała zapalenie płuc i złamany obojczyk. Ogólnie była bardzo zahartowana. Żyłaby jeszcze dłużej bo lekarz powiedział, ze ma bardzo zdrowe serce ale złamała poważnie nogę i w takim wieku to był już dla niej wyrok.

Czego mi zawsze brakowało, to to, ze Mama nigdy nas nie całowała i ja swoje dzieci to wycałowywałam aż za nad to. Nieraz śmialiśmy się wspólnie, bo czasem nawet je przekupywałam, ze dam im „dolarka” za buziaka. Moja Mama zawsze kiedy to widziała to wychodziła lub mówiła :

-„już zostaw to dziecko, bo zameczysz”.

Mama uczyła mnie modlitwy i jeszcze na Syberii prosiła mnie abym się pomodliła za tych co w Polsce zostali. Moje siostry przeżyły Sybir tak jak i mój brat.

W 1951 zmarł Tata, właściwie z powodu wyrwanego zęba. Cały dzień miał krwotok, którego nie potrafili zatrzymać- słaba krzepliwość krwi i infekcja. Jak go później wzięli do powiatowego szpitala to zatrzymali w końcu ten krwotok ale potem miał transfuzje krwi i był już bardzo osłabiony. Sześć tygodni leżał w szpitalu i zmarł. Miał 63 lata.

  • Czy miewa Pani sny z okresu Syberyjskiego?

Teraz nie mam ale na początku miałam.  Były to sny o szkole i o tych kotarach , które oddzielały klasę od reszty pomieszczenia.

  • Co lub kto daje Pani siłę?

Przede wszystkim wiara w Pana Boga. Jestem katoliczka praktykującą i wierzącą. Wierze w Świętego Antoniego , który wiele razy pomagał mi odnaleźć zagubione rzeczy. Wierzę w dobrych ludzi, których bardzo często spotykam na swojej drodze, oni dają mi dają siłę!

  • A czy jest jakaś konkretna osoba, którą Pani szczególnie adoruje?

Tak, poznałam Ojca Świętego- Jana Pawła II w którego tez wierze do dziś. Teraz jest świętym. Pamiętam go jeszcze jak był kardynałem jak jeździł z młodzieżą na spływy kajakowe czy w góry. Zawsze bila od niego niesamowita energia.  

  • Najszczęśliwszy moment w życiu?

Narodziny mojej szóstki dzieci. Pomimo, ze życie miałam ciężkie dzieci dawały i dają mi najwięcej szczęścia.

  • Cytat życia:

Nie mam cytatu ale w życiu trzeba mieć charakter optymistyczny! Jak było mi ciężko to zawsze sobie powtarzałam, ze „jak moja mama sobie poradziła to ja tez muszę !!!”.

Pięknie dziękuję za rozmowę, nigdy jej nie zapomnę i jestem bardzo wdzięczna, że mam Panią w swoim życiu. 

Zdjecia (photographs by): Mia Mandela.

THE EMPRESS OF LIFE- retrospective interview with my mentor Barbara Hulanicki!

THE EMPRESS OF LIFE- retrospective interview with my mentor Barbara Hulanicki!

The EMPRESS of life-  Colleen Coughlin

The EMPRESS of life- Colleen Coughlin